Historia

Był‚ rok 1985. Na dziedzińcu zamku Sforzów w Mediolanie grupa muzyków wchodząca w skład orkiestry Warszawskiej Opery Kameralnej komentowała wady i zalety grania w orkiestrze i porównywała to z samymi zaletami grania muzyki kameralnej. Ponieważ tak się złożyło, że w tej grupie było trzy czwarte niedawno rozpadniętego Kwartetu Polskiego, Kwartetu mającego nagrody na konkursach w Colmar, Belgradzie i Monachium, tęsknota za graniem muzyki kameralnej była już tak duża, że wydawała się ™niemożliwa dalsza egzystencja bez tej muzyki. Chwilowe zniechęcenie do kwartetu jako organizmu ludzkiego skierowało myśli ku kameralistyce innej niż kwartetowa. Po zastanowieniu się™ okazało się, że muzyki na inne niż kwartet składy jest bardzo dużo i to wcale nie gorszej niż kwartetowa.

Każdy przypominał ‚sobie Septet Beethovena, Oktet Schuberta i to już wystarczyło, żeby postanowić, że „coś› trzeba z tym zrobić”. Do tego jeszcze dochodziła świadomość, że bywają… dyrygenci, którzy nie przeszkadzają… muzykom w graniu. I to właśnie, że „bywają” było ostatecznym argumentem, aby po powrocie do Warszawy podjąć‡ działania, aby założyć zespół‚ złożony z kwintetu smyczkowego (z dwiema wiolonczelami do Kwintetu Schuberta i Boccheriniego) plus kontrabas oraz z kwintetu instrumentów dętych (właśnie do Septetu Beethovena, Oktetu Schuberta, Nonetu Spohra) i, koniecznie z fortepianem.

Taki skład instrumentów „gwarantował” możliwość‡ wykonywania całej muzyki kameralnej od baroku do współczesności. „Podjąć‡ działania” – to dobrze sformułowane, ale właściwie, co to znaczy? Nikt z nas tego nie wiedział. Przypadek zrządził, że w niedługi czas po powrocie do Warszawy (z Mediolanu) spotkałem na Nowym Świecie (koło „Kuchcika” – to był‚ taki barek, może mało elegancki, ale było tanio i nie trzeba było zamawiać „konsumpcji”) Zbyszka Kycię™ – kolegę, który, mimo iż zmienił‚ profesję z muzycznej na urzędniczą, jako jeden z bardzo nielicznych, pamiętał o naszym koleżeństwie.

Opowiedziałem mu o pomyśle powołania do życia takiego zespołu – spróbuję™ coś› ci pomóc – powiedział. W jakiś› czas później zaprowadził‚ mnie do właściwych władz, które po odpowiednim naświetleniu sprawy przez kolegę, wyraziły zgodę, a właściwie to zadeklarowały brak sprzeciwu, jeśli znajdę™ miejsce, w którym mógłby rozpocząć‡ działalność taki zespół. Znowu nieoceniony Zbyszek Kycia zaprowadził mnie do Bohdana Cybulskiego, ówczesnego dyrektora Teatru Nowego.

Dyrektor Cybulski, jako człowiek niezwykle kulturalny i mający przy tym wykształcenie muzyczne bardzo się™ do projektu zapalił. Trzeba było „tylko” zmienić statut w Teatrze, napisać kilka pism do władz wojewódzkich i, to było zupełnie oczywiste – partyjnych. Po zmianie statutu, w którym uwzględniono działalność ‡zespołu muzycznego, po otrzymaniu wymaganych zgód od władz, zespół‚ mógł‚ zacząć działać. Sam byłem zdziwiony ekspresowym tempem – pomysł‚ w sierpniu 1985 oficjalne istnienie w styczniu 1986.

Zanim doszło do pierwszego koncertu trzeba było jeszcze wymyślić nazwę™ dla tej nowej formacji.Bur za mózgów odbywająca się od jesieni 1985 do kwietnia 1986 nie przynosiła rezultatów zadowalających. Tu z pomocą… przyszedł‚ kolejny kolega Zbyszka – pan W. Sandecki, ówczesny dyrektor PAGARTU (wtedy to była jedyna agencja artystyczna). Podczas rozmowy na temat nazwy zespołu zasugerował, aby w nazwie był‚ uwzględniony i czytelny dla średnio wykształconego Europejczyka kraj pochodzenia zespołu. Ponieważ było już wtedy prawie przesądzone, że w nazwie będzie „Camerata”  to człon określający położenie geograficzne ciągle narzucał „Polonia”, które jako zbyt łatwe i niewymagające nawet  „średnio wykształconego Europejczyka” zostawał‚ odrzucany.

„A może »Camerata Vistula«”  - zaproponował‚ pan Sandecki? A może? Nazwa nie wzbudziła powszechnego zachwytu, ale po kilku dniach, głównie z powodu braku lepszej, została zaakceptowana. Zwłaszcza, że zbliżał‚się termin pierwszego koncertu i „coś” trzeba było wydrukować‡ na afiszu i w programie. Tak oto powstała Camerata Vistula – idea, zespół‚ i nazwa.

Początki działalności Zespołu Camerata Vistula były bardzo zachęcające. Stosunkowo niezłe wynagrodzenie (porównywalne z innymi instytucjami artystycznymi), stabilizacja w postaci etatów w Teatrze Nowym, regularne koncerty i coraz większe zainteresowanie publiczności, wróżyło całkiem dobrą… przyszłość. Niestety, zmiany, tak zwane „transformacje ustrojowe”, które niektórym przyniosły gigantyczne fortuny i zupełnie nieoczekiwaną… sławę, Zespołowi przyniosły kłopoty i właściwie otarcie się ™o konieczność‡ rozwiązania.

W tym okresie (i później zresztą… też) ciągle przypominały mi się™ słowa pana Henryka Czyża, któremu opowiadając o projektach powstania zespołu powiedział:

- „To się™ nie uda!”

- Dlaczego? – zapytałem.

- „Bo pomysł‚ jest zbyt dobry” – odpowiedział‚ pan Czyż.

 

„Transformacje ustrojowe” okazały się zbawienne dla tych, którzy chcieli odróżnić sztukę dobrą od złej. Okazało się to bardzo proste. „Sztuka dobra sama się™ utrzyma” – zapewniała osoba z kręgu „ludzi kultury”, a czasowo pełniąca zaszczytny obowiązek dbania o harmonijny rozwój polskiej kultury. Obiecała również, że „nie będzie prowadzić żadnej polityki kulturalnej” – słowa tego dotrzymała. Ponieważ wiele wartościowych zjawisk w kulturze polskiej „padło”, nikomu nie przyszło do głowy żałować tego, co się stało. Jeśli nie potrafiło się utrzymać, to znaczy, że nie było dobre. Dopiero później wszyscy zorientowali się, że dobre to było (i jest) to, co może się samo, czyli z pieniędzy najchętniej podatnika utrzymać, natomiast problem estetyczno-filozoficzny dalej pozostał.

Zespół‚ Camerata Vistula okazał się zbyt słaby (zwłaszcza towarzysko), aby egzystować  jak przysłowiowe „pączki w maśle” z kolei zbyt dobry, aby zupełnie upaść.

Dzięki uporowi i ustawicznemu trwaniu w umiłowaniu muzyki kameralnej Zespół Camerata Vistula wszedł w bieżącym (2012) roku w dwudziesty szósty rok swojego istnienia. Zespół‚ wykonał‚ około dwóch tysięcy koncertów w kraju i, nie wiem dlaczego wszyscy uważają to za ważniejsze, za granicą. Występował‚ na Festiwalach „Warszawska Jesień„”, „Inventiones” w Berlinie (wtedy jeszcze zachodnim, co znacznie podnosiło rangę występu), „Cervantino” w Meksyku, „Festiwal w La Chaise Dieu”, Festiwal w Łańcucie. Oprócz wymienionych Zespół występował‚na koncertach, które, gdyby nie moja niechęć‡ do słowa „festiwal”, też można byłoby tak nazwać.

Był więc cykl koncertów (festiwal) poświęconych Boccheriniemu, Schubertowi, „Muzyka Warszawy” – poświęcone 400-leciu stołeczności Warszawy, były koncerty związane z rokiem mickiewiczowskim, „Europa muzyką… zjednoczona” – na sześć lat przed wstąpieniem Polski do UE – koncerty demonstrujące przenikanie rozmaitych trendów w muzyce europejskiej. Oprócz tego niezliczona ilość‡ koncertów bez nazwy, koncertów na specjalne zamówienie (np. dla obradujących na swoim kongresie farmaceutów) ze specjalnej okazji (np. rocznica działalności IBM Polska).

Zespół‚ swoim istnieniem sprowokował‚ powstanie ponad trzydziestu nowych kompozycji, które „zamawiałem” u warszawskich kompozytorów. (Słowo zamawiałem wziąłem w cudzysłów ze względu na zupełnie oczywiste kojarzenie tego słowa z zapłatą, której niestety, prawie nigdy nie było). W dawnych dobrych czasach, kiedy Polskie Radio interesowało się sprawami muzyki polskiej Zespół‚ nagrał ‚kilka, a może nawet kilkanaście godzin muzyki polskiej, wśród tego prawie wszystkie utwory powstałe z inspiracji Zespołu.

Zespół‚ nagrał‚ też kilka płyt, które cieszą… się™ bardzo dobrą… opinią… w świecie (nie mylić‡ z Polską!).

Ostatnio zmieniło się™ moje nastawienie do słowa „festiwal” i zorganizowałem i głównie siłami Zespołu był‚y realizowane „Festiwale Polskiej Muzyki Kameralnej”.

Ogromne bogactwo i wysoki poziom artystyczny niesłusznie zapomnianej polskiej muzyki, to elementy, które stały się™ przyczyną… poczucia konieczności podzielenia się™ ze wszystkimi tym bogactwem. To się udało, albowiem koncerty Festiwalowe cieszyły się olbrzymim powodzeniem wśród publiczności, a także sprowokowały niektórych krytyków do zweryfikowania sądów o polskiej muzyce.

Dzięki ogromnemu repertuarowi i wysokiemu poziomowi wykonawczemu, jaki reprezentuje Camerata Vistula, mogę™ z czystym sumieniem napisać, że: jeśli chcesz mieć dobry koncert kliknij tutaj.

Andrzej Wróbel